Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 października 2017

I zaczął się październik..

Hej,  witajcie!
Długo mnie tu nie było, nawet nie wiedziałam,  że minęło aż tyle czasu od ostatniego posta.  By być z Wami szczerą powiem tylko,  że miałam dużo pracy,  był to ciężki czas, może i początki depresji.  Najważniejsze,  że ten czas minął i jestem znów pełna energii. Właśnie dlatego postaram się  wyjść naprzeciw jesiennej chandrze i Was również zarazić radością :)
Chcę Wam się również pochwalić,  że zaczęłam przygodę z włosomaniactwem,  a wszystko dzięki mamie mojego ukochanego,  która jest fryzjerką. Moje włosy(ciężko je chyba tak nazwać) były i nadal są w opłakanym stanie. Prostowanie, suszenie,  słońce negatywnie na nie wpłynęły. Możecie się więc niedługo spodziewać wpisów związanych z pielęgnacją włosów,  zmianą moich nawyków oraz rad od mojej "teściowej"  :)
A poza tym chciałabym Was zachęcić do udziału w kampanii marki Le Petit Marseillais
#truskawkowylpm #twojachwilalpm #ambasadorkaLPM

Buziaki,
Fitalia

wtorek, 29 listopada 2016

Żyj pełnią życia

Hejka, zostałam ambasadorką marki o.b.® Bardzo się z tego cieszę,  ponieważ nazwa kampanii bardzo pasuje do mojego stylu bycia.  Uwielbiam czerpać jak najwięcej od życia, a w te dni bywa to czasami niemożliwe.
Jako ambasadorka dostałam taką oto paczkę


Od razu gdy ją odpakowałam byłam oczarowana jakością kartonika,  który jest wykonany z bardzo wytrzymałego materiału. Kolory pudełeczka są bardzo trafione,  ponieważ to kampania dla młodych dziewczyn,  więc dodają one lekkości i oswajają z tematem.
Przesyłkę dostałam od kuriera DPD,  a na kartonie była informacja o delikatnym towarze,  dlatego mamy pewność,  że towar jest nienaruszony


Po otwarciu wieczka znajdziemy wspaniały list powitalny,  wraz z pozdrowieniami od zespołu o.b.®  Dzień od razu stał się bardziej miły po przeczytaniu go


Oprócz tego znajdziemy coś w rodzaju poradnika,  w którym jest pełno informacji o miesiączce,  higienie i oczywiście tamponach.  Uważam,  że taka książeczka to bardzo dobry pomysł,  ponieważ wiele dziewczyn nie wie jak dokładnie zaaplikować tampon,  a dzięki temu dodatkowi poczują się uspokojone i nie będą się obawiać używać tego produktu


No i oczywiście prezent dla ambasadorki,  który zawiera pełnowymiarowe opakowania tamponów mini,  normal i night


Oprócz tego urocze pudełko na dwa tampony,  aby okres nie był aż tak niemiłym doświadczeniem

 

Pod częścią dla mnie znajdują się próbki dla koleżanek,  przyjaciółek,  rodziny.
Jest ich ok. 30,  a każda zawiera dwa tampony mini oraz dwa normal


Podsumowując,  jestem pod wrażeniem tej kampanii.  Bardzo wiele próbek,  pomoce,  gadżet w postaci pudełeczka. Pełen profesjonalizm,  który ma na celu uświadomienie dziewczynom,  że miesiączka nie jest wstydliwym procesem,  możemy byc z siebie dumne oraz korzystać z życia i być sobą bez ograniczeń.  Tampony o.b. zapewniają nam komfort i poczucie bezpieczeństwa w każdej sytuacji,  podczas tańca,  sportu,  a także w szkole, czy pracy.
Serdecznie polecam tę markę :)

#zyjpelniazycia
www.obzyjpelniazycia.pl - > rejestrujcie się,  a może Wy też zostaniecie ambasadorkami?  :)

sobota, 12 listopada 2016

Gap year

Dla niektórych to całkiem normalna decyzja żeby zrezygnować ze studiów,  ale dla innych to rzecz nie do pomyślenia.


W moim przypadku było tak,  że zdecydowałam o zrobieniu sobie roku przerwy od nauki dość późno.  Wyszło to raczej spontanicznie.
Zaczęło się od tego,  że przez operacje nie było mnie w szkole ze 3 miesiące w ciągu trzech lat. W moim liceum ilość materiału do matury była porażająca...  Poza tym każdy był tak zajęty sobą,  ze nie mogłam liczyć na zrozumienie klasy,  a tym bardziej nauczycieli,  dla których nie było nic dziwnego w pisaniu dwóch sprawdzianów z epok w jeden dzień.  Tradycyjnie zawsze każdy miał około 2 tygodnie do przygotowania się na jeden taki sprawdzian.  Później kolejna porażka.  Niezdana matura z matematyki...  Myślałam,  że się zapadnę pod ziemię.  Czułam wstyd, bo przecież krążyła opinia,  że nawet szympans zda tak prosty egzamin.  Przyszły inne emocje,  takie jak złość,  bo przecież tak się starałam,  szło mi lepiej niż innym,  a tu klęska,  aż w końcu chęć poprawki. I żmudne powtarzanie znienawidzonego materiału,  ale opłaciło się.  We wrześniu otrzymałam upragniony dokument. Świadectwo dojrzałości...  jak się jednak okazało było za późno,  żeby się dostać na wymarzone studia i chociaż wychowawczyni zapewniała,  że rekrutacja będzie jeszcze trwać było inaczej.  Byłam bliska emocjonalnego wybuchu,  ale z czasem zauważyłam,  że są dobre strony tego wolnego roku.
~Po pierwsze czas,  którego mam teraz pod dostatkiem,  mogę robić wszystko na co nie miałam czasu przez te trzy lata.  Dzięki temu,  że nie muszę myśleć o nauce skupiam się nad tym co chciałabym robić w przyszłości i wiecie co? Wcale nie jestem przekonana czy kierunek na który chciałam iść jest spełnieniem moich marzeń,  a jeśli nawet to przecież oprócz satysfakcji musimy wybrać taki kierunek,  który zapewni nam byt.
~Po drugie,  mogę znaleźć pracę, która przygotuje mnie psychicznie do przyszłości,  bo przecież po studiach już nie będziemy uczniami, mającymi na głowie jedynie zadania domowe,  czy sprawdziany.
~ Po trzecie korepetycje,  mam jeszcze więcej czasu,  aby uczyć innych.  Sprawia mi to satysfakcję,  bo robię coś pożytecznego,  a jednocześnie sprawdzić się czy nadaje się na nauczyciela, oraz jakie mam cechy charakteru,  czy rzeczywiście jestem taka cierpliwa,  spokojna.
~ Po czwarte zastanawiam się nad wolontariatem, jakąś pomocą innym, mam na to czas :)
~ Po piąte jeżeli wpadnę na pomysł gdzieś wyjechać, to mogę to zrobić w każdym momencie, wystarczy się spakować
~ Po szóste czas nie tylko dla siebie,  ale też bliskich.  Wreszcie mogę przestać być egoistką,  która nie może pomóc siostrze,  bo musi się uczyć do matury. Mogę też spędzić więcej chwil z chłopakiem,  porozmawiać z nim,  zamiast wymieniać SMS-y. Mogę patrzeć jak rośnie mój chrześniak,  mogę wreszcie pogadać z bratem,  o którym tak mało wiedziałam,  bo ciągle się mijaliśmy,  mogę również pomóc mamie w codziennych obowiązkach i przy okazji czegoś się od niej nauczyć,  bo być może przyda się mi to,  gdy założę własną rodzinę.
Właśnie "mogę" ,  nic nie muszę.  Kiedyś moje życie wypełniały same "muszę".  Wreszcie mogę decydować o tym jak spędzam swój czas i nabieram umiejętność zarządzania nim.
Żyjemy w takich czasach gdzie liczy się tylko czas,  pogoń za marzeniami,  karierą,  a zapominamy o tym co najważniejsze. Tracimy gdzieś "nas",  by stać się jak najlepszymi,  dlatego warto czasami może nie rok ale chociaż dzień zastanowić się co tak naprawdę chcemy robić i co tak naprawdę się liczy.  Z perspektywy czasu widzę,  że te wszystkie testy,  kartkówki,  matura to przecież są nic nieznaczące rzeczy,  a zapominamy o osobach w naszym życiu.  Matura nie ucieknie,  ale nasi dziadkowie już tak,  rodzeństwo dorośnie,  a my też zyskamy lat.
uważam, że to nie jest stracony rok :)
Zostawiam Was z tą myślą i czekam na wasze refleksje :)  też uważacie,  że czasami trzeba wziąć wolne od obowiązków,  codzienności?  Zrobilibyście sobie gap year,  czy nie?



poniedziałek, 7 listopada 2016

Wszędzie angielski...

Hej! 

Jak już wspomniałam w pierwszym poście,  moją małą miłością jest język angielski.  Uczę się go od podstawówki i już wtedy mnie zafascynował,  dzięki swojej melodyjności i użyteczności.  A wszystko dzięki wspaniałym nauczycielom,  którzy potrafili uczyć,  ale też bawić.  Poza tym kilka lat temu lubiłam spędzać czas grając w gry typu NFS,  Call of duty,  Fifę itp.,  a dzięki nauce języka mogłam lepiej zrozumieć grę i na odwrót także język. 
Wiele osób dziwi się dlaczego tak bardzo wkręciłam się w to.  Szczerze nie potrafię na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć,  bo chyba miały na to wpływ różne czynniki. 

Nie ukrywam,  że lubię śpiewać.  Robię to,  ponieważ śpiewanie pomaga się odstresować oraz czyni mnie szczęśliwą :)  a dodatkowo w połączeniu z językiem obcym jest czynnością pożyteczną.  Język angielski towarzyszy mi również podczas oglądania filmów.  Wybieram filmy z napisami,  bo uważam,  że wtedy czujemy prawdziwy klimat filmu,  a do tego szkolimy nasz język.  Podsumowując,  widzicie,  że jest wiele możliwości nauki,  by stać się poliglotą i wcale nie musi być to niemiłe doświadczenie,  bo tak naprawdę wystarczą tylko szczere chęci.

I jak mówił Buzz Astral " Na koniec świata i jeszcze dalej!":) 
Teraz staram się wykorzystywać swoją wiedzę i dzielę się nią udzielając korepetycji.  Uważam, że to wspaniałe doświadczenie, ponieważ mogę sprawdzić się jako nauczyciel.  Mogę przekonać się czy chciałabym nim być,  czy nie,  a poza tym satysfakcja z sukcesów uczniów jest ogromna,  dlatego bardzo polecam. 

Prawda jest taka,  że ten język,  kultura otacza nas ze wszystkich stron i chcąc nie chcąc jesteśmy na niego skazani,  a znajomość choćby najmniejsza pomoże nam na codzień.  Angielski znajdziemy wszędzie począwszy od nadruków na bluzkach aż po skład jakiegoś produktu.  

A Wy lubicie english language? 
Pozdrawiam Was!  :)